Dragon Ball: Ultimate Tenkaichi

bit

Praca konkursowa, która zajęła II miejsce w konkursie recenzenckim organizowanym przez:
www.Komikslandia.pl
www. PadPortal.pl
www. zaproszenia-sorrento.pl
Link do konkursu: http://padportal.pl/1762-konkurs-recenzencki

Zapraszamy do czytania !

 

Sukces tkwi w prostocie? Nie tym razem.

 

Chyba nie ma nikogo na świecie, kto nie kojarzyłby serii Dragon Ball. Pomimo upływu lat, popularne anime nadal przyciąga wielu fanów potężnej mocy i emocjonujących walk. Na tym wszystkim korzystają także gracze, którzy mogą przebierać w licznych produkcjach poświęconych historii o smoczych kulach. Do tej pory najnowszą częścią, jaka ujrzała światło dzienne (nie licząc odświeżonej wersji Budokai HD Collection, która ukazała się w późniejszym czasie), jest Dragon Ball: Ultimate Tenkaichi.

 

Generalnie założenie gry pozostaje od lat niezmienne. Gracze toczą zacięte walki z komputerowym przeciwnikiem lub ze znajomymi, mając do dyspozycji przeróżne tryby rozgrywki, między innymi znany Światowy Turniej z anime. Mimo wszystko obowiązkowym zadaniem każdego szanującego się fana Dragon Ball’a powinno być przejście głównej historii dobrze wszystkim znanej z animowanej produkcji. Gracz wcielając się kolejno w takie postaci jak Goku, Vegeta, Gohan, Piccolo (w Polsce znany jako Szatan Serduszko) i wielu innych z pośród 42 dostępnych, ma za zadanie wyeliminować kolejnych, coraz trudniejszych przeciwników, aby ocalić świat przed zagładą. Nic nowego prawda? Wygląda jednak na to, iż producent przewidział, że tak naprawdę przechodzenie kolejny raz tego samego może nie być czymś niezwykle ekscytującym, dlatego w grze pojawili się także potężni i ogromni przeciwnicy tacy jak Ozaruu Vegeta lub Metal Cooler. Pojawił się także nowy tryb gry Hero Mode, o którym wcześniej celowo nie wspomniałem, aby poświęcić mu specjalnie kilka słów. W przedstawionym trybie rozgrywki tworzymy własnego bohatera, dostosowując jego wygląd, techniki walki, które w późniejszym czasie można dowolnie zmieniać i ruszamy w świat podejmując się różnorodnych wyzwań. Oczywiście w czasie gry odblokowujemy nowe techniki walki, nowe opcje wyglądu postaci i ogólnie nasza postać zyskuje na sile. Pamiętajmy jednak, że przeciwnicy również stają się potężniejsi!

 

No cóż, niby wszystko wygląda fajnie, ale jest coś, co nie do końca przypadło graczom do gustu, również mnie. Mianowicie chodzi tu o cały model walki. Został on niesamowicie uproszczony i tak naprawdę sprowadza się jedynie do niezbyt fascynującego wybierania ataku podczas „losowania” (np. my możemy ruszyć gałką w lewo, a kolega w prawo i wówczas gra losuje gracza, który wykona cios). Owszem, gra jak zawsze powala efektownymi ciosami, tym bardziej, że Ultimate Tenkaichi ma bardziej poważną i na ogół lepszą grafikę, ale oglądanie w kółko tych samych krótkich przerywników filmowych podczas wykonywania akcji przez naszego bohatera, może po pewnym czasie zwyczajnie nudzić. Tutaj niestety pada cały urok gier z serii Dragon Ball, w których niegdyś walki były niezwykle ekscytujące i wiele zależało od umiejętności gracza – dziś raczej od szczęścia. Chyba jedyną dobrą zmianą podczas walki jest system używania najpotężniejszych ciosów. Jak zapewne wiele osób pamięta, w poprzedniej części Dragon Ball: Raging Blast 2, po uprzednim zebraniu odpowiedniej energii gracze mogli od początku gry używać najpotężniejszych ciosów (po dwóch takich walka była skończona), więc jeżeli ktoś nie potrafił się przed nimi obronić, na pewno stracił sporo nerwów. Tym razem, ostateczny cios można wykonać jedynie pod koniec walki, dzięki czemu nie kończy się ona po 30 sekundach. Wydaje mi się, że to jednak za mało, aby zwalić z nóg graczy.

 

Ogólnie Dragon Ball: Ultimate Tenkaichi jest dobrą grą, tyle że bardzo łatwą. Być może celem było trafienie do szerszego grona odbiorców, ale fanom starej, dobrej i przede wszystkim szybkiej nawalanki, wyżej wymieniona produkcja może nie przypaść do gustu. Oczywiście najlepiej jest samemu sprawdzić tytuł. Kto wie? Może wielu z Was uproszczony model walki przyciągnie na długie godziny, ja osobiście wolę jednak „połamać” palce na padzie, tłukąc kolejnych przeciwników.

 

Rossi

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz